Ablacja – leczenie zaburzeń rytmu serca

Życie z arytmią nie należy do przyjemnych. Wie o tym każdy, kto doświadczył tej dolegliwości. Obecnie jestem już po zabiegu ablacji serca. Gdy miałam dwadzieścia lat zaczęło delikatnie mówiąc zawodzić. Pierwszy atak zaburzeń rytmu serca trwał około 3 minuty i objawiał się jako mocne bicie serca. Następne epizody były już dłuższe. Trwały po 2 godziny. W trakcie czułam się słaba, coś dziwnego się ze mną działo, nogi i ręce były jak z waty a ciało oblewały zimne poty. Zastanawiałam się czy pojechać na pogotowie ratunkowe ale byłam wtedy młoda i myślałam, że wezmą mnie za hipochondryczkę, która wymyśla sobie choroby.

Zobacz też: Jak dbać o siebie i żyć zdrowo?

Lekarz pierwszego kontaktu wypisał mi skierowanie do poradni kardiologicznej. Czekałam pół roku a gdy już znalazłam się u kardiologa usłyszałam, że jestem w słabej formie i powinnam sobie pobiegać po schodach. Lekarz palcem zmierzył puls i powiedział, że serce mam zdrowe. W ciągu dwóch lat miałam około siedmiu ataków arytmii. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co to jest. Nie miałam pojęcia, że to co wydaje się mocnym biciem serca było bardzo szybkim biciem a puls sięgał 200 uderzeń na minutę. Ale o tym dowiedziałam się dopiero wiele lat później. Prze dziesięć lat miałam spokój. Nie czułam żadnych objawów, jedynie dziwne zasłabnięcia, których przyczyny nie mogłam się doszukać.

Ablacja serca przebieg zabiegu

Wskazania do ablacji serca – dodatkowa droga przewodzenia w sercu

Po kilku latach znów miałam okazję poczuć czym są zaburzenia rytmu serca. Będąc w restauracji dostałam arytmii. Pojechałam do domu, po dwóch godzinach leżenia i męczenia się poszłam do mamy zmierzyć ciśnienie i puls. Ku mojemu zaskoczeniu zobaczyłam puls wynoszący 195 uderzeń na minutę. Wpadłam w ogromną panikę. Bałam się o swoje życie. Szybko się ubrałam i pojechałam do przychodni. Niestety zanim dojechałam arytmia minęła. Pielęgniarka po badaniu ciśnienia dziwnie na mnie spojrzała i powiedziała, że wszystko jest w porządku. Minęło dwa miesiące i znowu doświadczyłam zaburzeń rytmu serca. Tym razem już nie ustąpiło samoistnie.

Zobacz też: Jak się dobrze wyspać aby rano wstać wypoczętym?

Na pogotowiu znalazłam się o 21.00. Jak pielęgniarki zobaczyły częstotliwość bicia serca to zamarły. Od razu przywiozły wózek i kazały mi na nim usiąść. Następnie przewieziono mnie do innego pomieszczenia i tam zostałam podpięta do specjalnej aparatury. Diagnozowano przez trzy godziny a po tym czasie podano lek dożylny, po czym arytmia ustąpiła. Około północy przewieziono mnie na oddział kardiologiczny. Zostałam wezwana do gabinetu lekarz, który wytłumaczył mi co mi dolega. Rozrysował moje serce na kartce papieru i uświadomił, że w sercu mam dodatkową drogę przewodzenia a zaburzenie nazywa się nawrotny częstoskurcz węzłowy. Oznajmił także, że skuteczną metodą leczenia jest ablacja. Wstępnie wyraziłam zgodę na wykonanie zabiegu. Otrzymałam także dokumenty do podpisania i zostawiłam lekarzowi numer kontaktowy.

Arytmia - dodatkowa droga przewodzenia w sercu

 

Możliwe powikłania po ablacji serca

Mój entuzjazm minął gdy przeczytałam możliwe powikłania po zabiegu. Trochę się przeraziłam i zdecydowałam, że jednak ablacja serca nie jest dla mnie i zrezygnowałam. Po kilku tygodniach zobaczyłam na komórce połączenie z obcego numeru. Gdy w końcu odebrałam okazało się, że wydzwaniał do mnie kardiolog z pytaniem czy zgadzam się na zabieg. Przedstawiłam mu moje wątpliwości a on powiedział, że powikłania po ablacji zdarzą się bardzo rzadko i zazwyczaj dotyczą osób starszych i schorowanych. Młode osoby dobrze tolerują ablację i szybko dochodzą do siebie. Wtedy podjęłam decyzje i postanowiłam, że jednak poddam się zabiegowi.

Zobacz też: Ciągły stres skróci Ci życie

Ablacja serca – przyjęcie do szpitala i leczenie

Tydzień później otrzymałam telefon z terminem ablacji. W niedzielę miałam zgłosić się na oddział kardiologiczny a w poniedziałek lekarz miał wykonać zabieg. Gdy zgłosiłam się do szpitala pielęgniarki pokazały mi łózko w którym miałam leżeć i kazały się przebrać. Oznajmiły także, że muszą pobrać krew do badania. Nie wiedziałam wtedy jeszcze co mnie czeka. Zostałam wezwana do pokoju na pobranie krwi. Pielęgniarka na szczęście nie miała problemu z wkłuciem się w żyłę, ale niestety krew nie płynęła. Więc próbowała dalej. Drugie wkłucie, trzecie, czwarte, piąte i wyciskanie krwi do pojemnika. Liczyła się każda kropla ponieważ badań przed ablacją jest sporo. Jak się okazało krwi było za mało w dwóch fiolkach i znów zostałam wezwana. Wkłucie szóste, siódme, ósme, dziewiąte i dalej nic.

ablacja powikłania

Ogarnięta lękiem przed igłami wbijanymi w moje ciało usłyszałam, że lekarz pobierze krew z tętnicy udowej. Gdy położono mnie na kozetce a lekarz dotykał pachwiny nie byłam już w stanie zgodzić się na jakiekolwiek kłucie. Powiedziałam, żeby dalej próbowali pobrać krew z żył znajdujących się na rękach. Dziesiąty i jedenasty raz to było dla mnie za dużo. Lekarz grzebał w żyłach i twierdził, że są kruche, cienkie i nie da się nic zrobić. Jak nie zgodzę się na pobranie z tętnicy to po prostu pójdę do domu ponieważ badania krwi przed ablacją są konieczne. Około godziny dwudziestej założono mi wenflon na lewej ręce i pobrano krew mimo że żyła ta miała być oszczędzana do zabiegu.

Zobacz też: Jak zwiększyć poziom dopaminy

Ablacja serca – przebieg zabiegu

Po traumatycznych przeżyciach z poprzedniego dnia bałam się nakłucia w pachwinie i marzyłam o ucieczce ze szpitala. Prosiłam lekarza aby uśpił mnie na krótką chwilę ale on stanowczo odmówił mówiąc, że pacjent podczas ablacji musi być świadomy. Miałam wybór – iść do domu lub ogarnąć się i poddać zabiegowi. Zdecydowałam się na to drugie. Rano wykonano mi EKG i echo serca. Czekałam na swoją kolej. Około godziny 13.00 zaprowadzono mnie na salę operacyjną, w której było bardzo zimno. Rozebrano do naga a pod plecy włożono  prostokątna płytę z dużą ilością chłodnego żelu. Zostałam okryta zielonym prześcieradłem. Nad moim ciałem wisiało urządzenie służące do prześwietlenia klatki piersiowej. Z boku dwa monitory obrazujące co dzieje się wewnątrz mojego ciała. Kilka pielęgniarek i dwóch lekarzy. Jeden wykonywał zabieg a drugi wywoływał częstoskurcze w celu wykrycia w którym miejscu w sercu znajduje się dodatkowa droga przewodzenia.

zalecenia po ablacji

Na początku otrzymałam dożylnie leki przeciwbólowe i uspokajające. Następnie lekarz zdezynfekował pachwinę i znieczulił miejsce zabiegu. Po chwili zrobił trzy nakłucia w żyle udowej, wprowadził trzy rurki przez które włożył cewniki i umieścił je w odpowiednich miejscach w sercu. Czułam każdy ruch w klatce piersiowej, objawiało się to jako kłujący ból w sercu. Wszystko działo się pod kontrolą obrazu RTG. Od czasu do czasu wywoływano zaburzenia rytmu serca w celu zlokalizowania dodatkowej drogi przewodzenia. Następnie lekarz wprowadził elektrodę ablacyjną. Termiczne uszkodzenie miejsc w którym powstaje arytmia nie było dla mnie bolesne. Pod koniec ablacji serce zostało pobudzone do szybszej pracy i sprawdzone w warunkach stresujących.

Zobacz też: Jak zwiększyć energię i siły witalne?

Zabieg trwał około godziny więc był bardzo krótki. Wszystkie rurki i elektrody zostały usunięte, miejsce nacięcia żyły mocno uciśnięte i obwinięte bandażem. Przez dwie godziny leżałam na plecach bez ruchu. Po upływie tego czasu opatrunek ściągnięto i pozwolono pójść do toalety. Po przejściu kilku kroków zasłabłam i musiałam szybko wrócić do łóżka. Na szczęście nie było to żadne powikłanie po ablacji, tylko reakcja organizmu na kilkugodzinny głód. Do wieczora miałam dużo odpoczywać i regenerować siły. Na następny dzień lekarz powiedział, że ablacja przebiegła pomyślnie i mogę wracać do domu.

Ablacja – powikłania

Ciężkie powikłania po ablacji są stosunkowo rzadkie. W moim przypadku doszło do pojawienia się krwiaka w miejscu nakłucia. Pacjentki, z którymi miałam okazję rozmawiać także mówiły, że ablacja przebiegła bez większych problemów.

Zalecenia po ablacji serca

Przez kilkanaście dni należy unikać dźwigania ciężarów i oszczędzać nakłutą nogę. Na początku warto także ograniczyć wysiłek fizyczny i dopiero stopniowo zwiększać swoją aktywność.

Oceń