Mam dość swojego dziecka – zwierzenia Kasi

„Patrzyłam  na reklamy w telewizji związane z rodzicielstwem i wychowywaniem dzieci. Spoty reklamowe zapełnione słodyczą, uśmiechem, przytulaniem spowodowały, że stworzyłam sobie w głowie wizję idealnego macierzyństwa. Szczęśliwa mama i szczęśliwe dziecko wtuleni w swoje ramiona. Jak się okazało życie jest zupełnie inne, bardziej brutalne. Nikt nie powiedział mi co mnie czeka po porodzie, jak zmieni się moje życie i że mały bobasek jak troszkę podrośnie stanie się małym terrorystą, który wymusza wszystko płaczem i krzykiem. Moje dziecko od samego początku płakało, jak nie spało to tylko krzyczało. Bałam się o niego, zastanawiałam się czy jest na coś chory, czy jechać z nim do szpitala, czy mogę mu jakoś pomóc.  Po wizycie u lekarza okazało się, że dziecko ma ciągłe kolki. Nic nie pomagało, noszenie, przytulanie, huśtanie, śpiewanie. Kompletnie nic. Byłam u kresu załamania. Miałam ochotę uciec z domu i zostawić wszystko. Ciągły płacz doprowadzał mnie do nerwicy. Na dodatek dziecko budziło się w nocy co pół godziny. Byłam niewyspana i zestresowana. Próby rozmowy ze mną kończyły się awanturą i ciągłymi kłótniami. Mąż miał mnie już serdecznie dosyć. Mówił, że bardzo się zmieniłam i jestem nie do wytrzymania. Przestał zadawać jakiekolwiek pytania, patrzył i milczał. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że mam dość swojego dziecka.

Zobacz też: Czy niepracująca mama to leniwa utrzymanka?

Gdy minął czas kolek i bólu brzuszka wydawało się, że już wszystko będzie dobrze. Jednak myliłam się. Dziecko zaczęło pakować wszystkie napotkane przedmioty do buzi, płakać, krzyczeć i marudzić. Jako niedoświadczona mama znów zaczęłam myśleć, że moje maleństwo jest na coś chore. Okazało się, że wyrzynają mu się zęby i trzeba przetrwać ten trudny czas. Nie było łatwo ale dałam radę. Smarowałam czasami dziąsełka maluszka maścią przeciwbólową i stale nosiłam na rękach. Zagadywałam i zabawiam, aby zapomniało o bólu. Byłam na każde skinienie palca. Jak bobas zaczynał płakać, biegłam natychmiast, aby nie rozpłakał się bardziej. Robiłam wszystko, by nie słyszeć jego płaczu, by był zadowolony i szczęśliwy. Nosiłam i usypiał na rękach. Nie opuszczałam go na krok. Nie oglądałam telewizji, nie czytałam książek, nie spotykałam się z koleżankami, liczył się tylko on. Nawet jak się kąpałam a on się w tym czasie obudził, to w połowie kąpieli mokra wychodziłam z wanny, aby dać mu pierś i uspokoić. Pierwsze miesiące ciągłego krzyku spowodowane kolką sprawiły, że nie chciałam ani przez chwilę słyszeć jego  płaczu.

Zobacz też: Czego nie wolno robić w ciąży?

Niestety takie zachowanie doprowadziło do sytuacji, że stałam się niewolnikiem własnego dziecka. Mały terrorysta tylko żądał a mama zaraz biegła i spełniała każde życzenie. Synek dorastał a ja z każdym dniem byłam coraz bardziej znerwicowana i znużona ciągłą zabawą z dzieckiem. Nawet nie pozwolił mi ugotować obiadu, posprzątać czy odwiedzić ubikacji w samotności. Dodatkowo jak czegoś nie dostał zaczął wymuszać wszystko krzykiem. Moje zachowanie miało skutek odwrotny. Zamiast nie słyszeć płaczu dziecka to słyszałam go na okrągło. Marudzenie, wymuszanie i przywoływanie mamy do porządku wryło mu się w nawyk. Byłam już zmęczoną ciągłym spełniałem jego zachcianek. Bardzo bolały mnie plecy bo synek miał już trzy lata i dalej chciał usypiać na rękach i być cały czas noszony. A ja nie odmawiałam, w bólu brałam mojego kilkunastokilowego szkraba na ręce  i razem tańczyliśmy, podskakiwaliśmy i zasypialiśmy. Kocham go najbardziej na świecie. Ale niestety czasem mam dość swojego dziecka. Marzy mi się chwila samotności, czas na zadbanie o siebie, zrobienie makijażu i ułożenie włosów, kilkudniowy wyjazd na wakacje, brak jakichkolwiek obowiązków. Już po prostu nie wiem jak to jest być kobietą. Jestem po prostu mamą.

Zobacz też: Jak pomóc dziecku zasnąć?

Czasami mam dość swojego dziecka ale kocham je najbardziej na świecie

Chciałabym nauczyć się konsekwencji w działaniu, mieć zdolność powiedzenia „nie”  i nie ulegania wobec krzyków mojego syna. Ale niestety nie potrafię. Jego płacz i marudzenie wzbudza we mnie litość, wydaje mi się, że cierpi i dlatego zgadzam się na wszystko o co mnie poprosi. A w głowie przewijają się myśli, że mam dość swojego dziecka. Tylko w głowie, bo nie mówię o tym nikomu. Bo przecież jak to mama może mieć dosyć dziecka? Co by powiedziała rodzina, znajomi, ludzie? Przecież kocham swoje dziecko a chwilowe załamanie wywołane zmęczeniem nie powinno robić ze mnie wyrodnej i złej matki. W końcu poświęciłam mu wszystko, oddałam całą siebie. Pytanie tylko na kogo wyrośnie mój syn? Mam nadzieję, że nie na bezuczuciowego, zimnego i wyrachowanego człowieka, któremu wydaje się, że wszystko mu się w życiu należy.”Katarzyna

Oceń